dnd, d&d dungeons and dragons
 
Orienteering Zachodniopomorskie - WIKING Szczecin
 
isa, dnd.rpg.info.plwotc, ogl

dnd, d&d dungeons and dragons
 
Strona główna ˇ PZOS ˇ PZRS ˇ IOF ˇ KInO ZG PTTK ˇ RKInO PTTK ˇ SKLEPIK ˇ Logowanie poczta ˇ Forum ˇ CENTRUM SŁOWIAN I WIKINGÓW ˇ Szczecińska Drużyna Wikingów ˇ Fort Gerharda Świnoujście ˇ Wakacje 2010
 
isa, dnd.rpg.info.pl

dnd, d&d dungeons and dragons
 
Translate site

 
isa, dnd.rpg.info.plwotc, ogl

dnd, d&d dungeons and dragons
 
Szybki kontakt
2070164 - Prezes MKS
My status skype - Prezes MKS

GSM - 0501036860 wiking@wiking.szczecin.pl

 
isa, dnd.rpg.info.plwotc, ogl

dnd, d&d dungeons and dragons
 
Nawigacja
PORTALoff
NASZ KLUBoff
DO POBRANIAoff
 
isa, dnd.rpg.info.plwotc, ogl

dnd, d&d dungeons and dragons
 
Rywalizacje 2010


Wyniki drużynowe 2007
Wyniki drużynowe 2008
Wyniki drużynowe 2009


Wyniki drużynowe 2007
Wyniki drużynowe 2008
Wyniki drużynowe 2009
Wyniki drużynowe 2010


Wyniki indywidualne 2010




więcej ...
 
isa, dnd.rpg.info.plwotc, ogl

dnd, d&d dungeons and dragons
 
Ostatnie Artykuły
Relacja z "Pod Prąd"...
Oto zwycięzcy kajako...
Najlepsi krajoznawcy
Wspomnienie Świetli...
Ale JaJa 20047 - art...
 
isa, dnd.rpg.info.plwotc, ogl

dnd, d&d dungeons and dragons
 
Pliki do pobrania
Ostatnio dodane
Szczecińska Szkoła Turystyk...
XII Świąteczny Rajd na Orie...
IX Mikolajkowa InO Park L...
XVIII Parkowa Impreza na Or...
XVIII Wieczorny Rajd na Ori...

Najchętniej pobierane
ABC imprez na orientację [5527]
ABC biegów na orientację [3235]
ROK 2006 SKKT Gimnazjum nr ... [2362]
ROK 2006 - XIX InO Gold Tow... [2176]
ROK 2006 - II Jesienna InO ... [1815]
 
isa, dnd.rpg.info.plwotc, ogl

dnd, d&d dungeons and dragons
 
Zapraszamy do udziału









 
isa, dnd.rpg.info.plwotc, ogl

dnd, d&d dungeons and dragons
 
Statystyki
Dotychczas nasz serwis odwiedziło
Internetowe liczniki


użytkowników

 
isa, dnd.rpg.info.plwotc, ogl

dnd, d&d dungeons and dragons
 
RSS
 
isa, dnd.rpg.info.plwotc, ogl

dnd, d&d dungeons and dragons
 
Najbliższa impreza Wikinga, I Kajakowej Imprezy na Orientację "DĄBSKI AZYMUT", 11.09.2010 rok
impreza klasyfikowana do rywalizacji na Pucharu Odry 2010

Mamy zaszczyt zaprosić Was du udziału w IV rundzie Pucharu Odry 2010, będacej jednocześnie podsumowaniem całej rywalizacji. Trasa zostanie wytyczona na terenach wodnych jeziora delty Odry - Dąbie. Centrum Imprezy umiejscowione jest w Harcerskim Ośrodku Morskim ul. Żaglowa 2 w Szczecinie Dąbiu. Zapraszamy do zgłaszania uczestnictwa. Szczegóły i pliki do pobrania >>> tutaj.

Szczegółowy regulamin w dziale - "Regulaminy imprez w regionie".

 
isa, dnd.rpg.info.plwotc, ogl

dnd, d&d dungeons and dragons
 
 
isa, dnd.rpg.info.plwotc, ogl

dnd, d&d dungeons and dragons
 
Kolejna impreza Wikinga, XVII Parkowa Impreza na Orientację „LATO 2010”, Park Kasprowicza – Pomnik Czynu Polaków 18.09.2010r.
impreza klasyfikowana do rywalizacji na „Najaktywniejsze turystycznie SKKT”, Czterech Pór Roku i Pucharu Szczecina 2010

Zbiórka uczestników o godz. 10.50 . Impreza odbywa się w Parku Kasprowicza, miejsce zbiorki zostanie podane wszystkim osobom które dokonają zgłoszenia. Informacja będzie również podana na naszej stronie internetowej www.wiking.szczecin.pl. Dojazd autobusem linii 67 – ul. Piotra Skargi. Meta umiejscowiona jest w miejscu startu. Przewidywana godzina startu 11.15 zaś zamknięcie mety przewidziane jest na godzinę 14.15. Obowiązkowe wcześniejsze zgłoszenia uczestników - ilość osób na e-mail wiking@wiking.szczecin.pl GG 2070164 , SMS - 0501036860. wpłaty wpisowego do ilości zgłoszonych osób. Termin zgłoszeń mija z dniem 13 września 2010 roku. Po terminie zgłoszeń nie gwarantujemy znaczków pamiątkowych.

Szczegółowy regulamin w dziale - "Regulaminy imprez w regionie".

 
isa, dnd.rpg.info.plwotc, ogl

dnd, d&d dungeons and dragons
 
Wstęp
Postanowiłem napisać tą relację bo niejako upomniał się o nią Łukasz – właściwie to „prawie znajomy” …ale tak na dobrą sprawę to się nie znamy ;) Mieliśmy razem wracać z Harpagana ale w końcu okazało się, że niestety nie może pojechać. Niech będzie, że to jemu właśnie dedykuję tę relację ;) Od razu przepraszam za styl i zwroty użyte w poniższym tekście - mam świadomość, że to co zaraz przeczytacie jest napisane trochę niedbale.

Epizod 0 - Przygotowanie
H35 miał być moją 6-stą setką i pierwsza do której specjalnie się przygotowywałem. Jak się okaże na koniec było warto. Chyba od początku jak interesuję się marszami długodystansowymi na orientację uważałem, że kluczową sprawą jest orientacja w terenie a kondycja fizyczna pojawia się dopiero na drugim miejscu. Oczywiście jeśli ktoś przez ostatnie n miesięcy nie ruszał się sprzed komputera to może nie podołać ;) natomiast „przeciętny” człek, który czasem jeździ na rowerze, pływa czy gra w piłkę (powiedzmy uprawia cokolwiek, tylko nie rzodkiewkę, przez jakieś 4h tygodniowo) moim zdaniem, fizycznie jest zdolny przebyć 100km w 24h po względnie płaskim terenie… fizycznie! – bo to że „przeciętnemu” się nie chce to zupełnie inna bajka.
Ale zdaje się, że nieco zjechałem z tematu… Mianowicie zgodnie z moją filozofią od zeszłego roku zacząłem pracować nad poprawą umiejętności czytania mapy i szeroko pojętą orientacją w terenie. Przejawia się to w startach w turystycznych Imprezach na Orientację (w skrócie InO). W tej ‘zabawie’ prawie zupełnie nie liczy się tężyzna fizyczna – jeśli porządnie nie pogłówkujesz to poległeś już na starcie. Polecam gorąco wszystkim, którzy chcą bardziej (albo w ogóle) zaprzyjaźnić się z mapą! W InO wykorzystuje się coś co nazywa się „mapą przetworzoną” – czyli mapą, na której budowniczy etapu wprowadził pewnie zmiany. W skrajnych przypadkach (np. zawody pucharowe wysokiej rangi) uczestnicy dostają białą kartkę formatu A4 z kilkoma kreskami i dobre słowo od sędziego na starcie …a czasem paskudnie złośliwy uśmiech godny prawdziwego sadysty ;D – to taki żarcik oczywiście.

Jakkolwiek w InO skala mapy jest większa a co za tym idzie i teren zobrazowany dokładniej, jest faktem, że starty w InO mocno poprawiają umiejętności orienterskie również jeśli chodzi o mapy tzw. pięćdziesiątki (skala 1:50 000). Jako iż kondycja jest na drugim miejscu postanowiłem również rozpocząć treningi biegowe. Plan treningowy zacząłem realizować pod koniec stycznia więc do H35 minęły prawie 3 miesiące. Oczywiście ani przez moment nie miałem ochoty przebiec całego dystansu ale podbieganie jak najbardziej.
Na tydzień przed startem przejrzałem listę startową, „wyłowiłem” z niej 16 uczestników, których oceniam jako lepszych od siebie (na podstawie rankingu pucharu’07 oraz innych zawodów) i dokonałem pewnych założeń na start coby się trochę zmotywować. Generalnie plan minimum: pierwsza 20-stka. – Jak będę powyżej 15 lokaty to znak, że są postępy bo wyprzedziłem kogoś z mojej „listy lepszych” :D – z tą myślą spakowałem manatki i do ataku…

Epizod 1 - dotarcie

Dojazd do bazy odbył się bez specjalnych fajerwerków ;) ..jak zwykle – PKP i trochę z lacza. Musiałem brać jednodniowy urlop z pracy żeby się wyrobić ale dzięki temu mogłem się wyspać – co też nie pozostaje bez wpływu na wynik końcowy. Była potrzebna przesiadka w Lęborku a że SKM nie kursuje zbyt często, liczne grono uczestników, jakie tam zastałem już kombinowało jak dostać się do Łęczyc. Teoretycznie można było próbować pieszo bo to zaledwie kilka kilometrów ale mając przed sobą wizję ponad 20-sto godzinnego marszu, nie było chętnych :) Napotkałem natomiast grupę usiłującą zorganizować busa. Było ich jeszcze za mało żeby szczelnie wypełnić pojazd. Zgodzili się zatem na moje towarzystwo, złapaliśmy jeszcze czterech „chętnych z ulicy” i dalej wysyłać delegację na negocjacje w sprawie ceny – bo trzeba tu wyjaśnić, że ów bus miał być załatwiony niejako poza rozkładem jazdy – taki specjalny kurs z okazji Harpagana. Po chwili delegat wraca nieco zniesmaczony: - 120zł za kurs. …no i nie dobiliśmy targu niestety. Nie wiem co za atrakcje miały na nas czekać w tym busie? Obiad nam mieli podać? Czy filmy pokazywać? ale 10zł od osoby za 8min jazdy to dość luksusowy środek transportu.

W każdym razie nasza grupa uległa naturalnemu rozpadowi a ja poszedłem na dworzec czekać na SKM – 1 zł 76 gr widniała cena na bilecie – w porównaniu do busa dziwnie niska! Po czterdziestu kilku minutach czekania i chyba 6min jazdy byłem już na stacji Godętowo. Oprócz mnie wysiadło jeszcze kilka osób z plecakami. Wszyscy ruszyliśmy zgodnie w kierunku północnym i prowadzeni strzałkami z logo H35 niebawem dotarliśmy do bazy. W powietrzu unosił się już zapach rajdu ;)…

Epizod 2 - baza
Baza – za każdym startem nie mogę się nadziwić jakie fantastyczne szkoły można czasem znaleźć w małej miejscowości! Nowy budynek, bardzo duża hala sportowa – po prostu miodzio. O tym co działo się przed startem nie będę się rozpisywać. Jedyna rzecz warta wzmiankowania to chyba dokładnie przygotowany przepak. W związku z tym iż przyjechałem się ścigać, postanowiłem profesjonalnie podejść do tematu przepaku i wszystko dokładnie zaplanować. Zapakowałem więc do reklamówki drugą parę butów i skarpetek, jedzenie i picie na drugą pętlę – tak żeby wystarczyło na ok. 10 godzin napierania oraz pas biegowy. Plan był taki, że po pierwszej pętli zostawiam plecak i zabieram pas żeby w końcówce przyspieszyć. Generalnie uważam, że jeśli już biegać to lepiej za dnia bo w nocy nawigacja wymaga więcej uwagi. Potem to już nie działo się praktycznie nic. Godzina czekania, lekki stresik przed startem etc…

Epizod 3 - start
Jak zwykle przed 21-szą na placyku opodal szkoły zbiera się tłum piechurów. – Jak zwykle po sygnale do startu wszyscy rzucą się biegiem w kierunku pierwszego PK… - tak myślę bo widziałem to już trzy razy. Ja postanawiam, że najpierw namaluję sobie całą trasę na mapie i dopiero wówczas wyruszę. To jest patent, który pokazali mi zaprawieni w bojach nabieracze podczas Nocnej Masakry 2007. Wiechor i Gabi – z tego miejsca respekt i podzięk panowie. Naprawdę warto „stracić” te kilka minut na starcie i w humanitarnych warunkach, przy świetle i bez zmęczenia zastanowić się którędy najlepiej iść a następnie cały wariant nanieść na mapę. Mapy rozdane. Rozglądam się za jakimś zacisznym miejscem do kontemplowania mapy. 30sekund do startu.

START!

Wszyscy po woli przesuwają się w kierunku bramy a ja idę w poprzek, w stronę szkoły do światła halogenu. Za blat posłuży mi maska jakiegoś auta – zaczynam studiować mapę. Mijają minuty a plac po woli pustoszeje. Gdy mam już namalowany wariant gdzieś do 5PK słyszę głos z głośników: - Proszę odblokować samochód pana dyrektora! – Świetnie – myślę sobie – Jak nic to właśnie akurat mój stół musi być autem dyrektora. No ale nie ma co marudzić, trasa już prawie gotowa. Kończę rysować na ziemi. Zbieram zabawki i w drogę! Na placu przy szkole prócz orgów nie ma już zupełnie nikogo. Nawet ogona peletonu już nie widać. Ale to nic, napisane jest: „a ostatni będą pierwszymi!”…

Epizod 4 - noc
Po 300m chodnika w oddali dostrzegam końcówkę grupy rajdowców. Jak zwykle na Harpagonie przez pierwsze kilka kilometrów brać idzie zbitą kupą stopniowo rozciągając się do nieprawdopodobnych wręcz długości – pierwsi podbiegacze, w środku mocni chodziarze a na końcu ci wolniejsi i spacerowicze. Po kilku godzinach pochód ulega naturalnemu porozrywaniu żeby nad ranem przepoczwarzyć się w kilkadziesiąt zupełnie już niezależnych grupek. Trasa wiodła drogą na skraju lasu. Od startu postanowiłem ruszyć biegiem żeby nadrobić czas poświecony na opracowanie mapy. Dodatkowym powodem dla którego warto pośpieszyć się przed PK1 (przynajmniej na Harpaganie) są potworne kolejki do kasowników! Nawet 5 minut można w ten sposób stracić. Musiałem więc zrobić wszystko żeby wyprzedzić jak najwięcej osób. Przez następne 2km wyprzedziłem biegnąc może z 200-stu uczestników? Nie liczyłem ;D Gdy las się kończy i droga prowadzi dalej prosto, przez pole, biegnę po skosie na azymut, żeby ściąć „narożnik”. Dalej drogą już prosto na punkt. Mission accomplished – zero tłoku, czas przyzwoity. Na razie nie wiem który jestem – nie ma to zresztą jeszcze znaczenia.
Z PK1 zgodnie moim malunkiem na mapie wybieram się, jak się teraz okazuje, wariantem „pływackim” na południe. Dalej niechcący przegapiam moją przecinkę ale wielkiej tragedii nie ma – skręcam 400m dalej i też jest ok. W Świetlinie doganiam czechów – no to chyba musi być dobrze?! :) W okolicy PK2 następuje drobne zamieszanie. Z oddali wydać już światła czołówek to tu, to tam. Odłączam się od moich chwilowych współtowarzyszy i szukam wzdłuż skraju polany – nic. Po chwili napotykam napieracza, który przyszedł tu z innego kierunku. Zgodnie dochodzimy do wniosku, że poprawna droga to musi być ta prowadząca w dół. No i punkt się znajduje.

Na trójkę idę już zupełnie sam. Po drodze nic szczególnego się nie działo. Przed samym dojściem miałem pewne wątpliwości, droga na mapie wyglądała nieco inaczej niż ta w terenie ale światełka nadbiegające z naprzeciwka utwierdziły mnie w przekonaniu, że idę gdzie trzeba. Punkt zaliczony - idę dalej. Zgodnie z tym co mam na mapie nie wracam się tą samą droga tylko idę dalej i za chwilę w lewo. Patrząc na mapę teraz dochodzę do wniosku, że chyba nie był to jednak szybszy sposób… W drodze na czwórkę w niewyjaśnionych okolicznościach schodzę z wymalowanego wariantu i ląduje w Łęczynie Górnym – trochę powiało amatorstwem ale obiecuję sobie, że od tego momentu kurczowo będę trzymał się zielonej linii na mapie. W Łęczynie pojawia się mały problem: droga przebiega centralnie przez środek czyjegoś gospodarstwa… Co prawda nie ma płotu więc nie włażę na niczyją posesję ale ujadające pieski zdają się tym nie przejmować. Po kilku startach w nocnych (i dziennych też) rajdach oraz częstych wypadach z mapą do lasu, człowiek uodparnia się na stresy pt.: psy, dziki, wilki i niedźwiedzie ;P. Jeszcze rok temu chyba bym ‘spękał’ i wycofał się żeby obejść gospodarstwo dookoła… Teraz postanowiłem – idę twardo przez środek! Opłaciło się. Nie wiem czy pieski były uwiązane, czy może same miały lekkiego pietra żeby zaatakować harpagana walącego po nocy ze światłem na czole prosto przez środek ich obejścia… w każdym razie przeszedłem bez szwanku i po chwili zanurzyłem się w leśnej gęstwie żeby zaraz wydostać się na asfalt. Zgodnie z postanowieniem zabrałem się za odszukanie przecinki jaka była oznaczona na mojej mapie zielonym śladem i tym samym powrócić do podążania wybraną wcześniej trasą. Łatwo nie było – przecinka okazała się być nieprzejezdna a co gorsza bez wjazdu z szosy. Przecinką dostałem się na bagienko gdzie miał znajdować się punkt. Dróg nie było zbyt wiele więc i szukanie krótkie. Punkt podbity – idę dalej.

Z mapy nie wynikało żeby z punktu na północny-zachód wiodła jakaś drogą. Trzeba było zatem przejść kawałek na czuja. Dalej do drogi utwardzonej było już łatwo. No i tu kolejny raz (chyba trochę z lenistwa) zmieniam koncepcję z wymalowanej na asfaltową (a wymalowany był wariant przecinką prosto w kierunku PK5 a następnie obejście jeziora od północy). Z praktycznego punktu widzenia etap ‘serwisowy’ też się przydaje – droga prosta, 30 min marszu bez żadnej kontroli – można jeść, pić, wysyłać sesemesy, przez tel. rozmawiać… Z drugiej jednak strony, takie tracenie po parę minut na trasie (przy bliskich czasach końcowych) może mieć wpływ na ostateczny wynik – ba, może nawet zadecydować o zwycięstwie lub porażce. Trzeba będzie zatem wyciągnąć z tego lekcję na przyszłość i bardziej się koncentrować. Po 20min widzę za sobą nadbiegające światełko. Za Dąbrówką dogania mnie jakiś napieracz – jak się później okazuje Tomasz Pryjma (nawiasem mówiąc jeden z mojej ‘listy szesnastu’ :). Będziemy się od teraz widywać na trasie aż do PK6.
Do piątki z asfaltu decyduję ściąć nieco polem (zresztą zgodnie z zielonym śladem na mapie) …i znowu postanawiam w duchu, że od teraz to już tylko zaznaczonym wariantem. W lesie idę wzdłuż kabli i dalej w lewo a potem w prawo. Punkt znajduje się bez problemu. Pytam, który jestem żeby się zmotywować. – Dziewiąty – odpowiada człek na punkcie. To jest coś, czego się absolutnie nie spodziewałem! Fakt, że pierwsze 30km to o niczym jeszcze nie przesądza ale jak tak dalej pójdzie to będzie świetny wynik. Chyba trochę się tą myślą za bardzo podekscytowałem bo nierozsądnie poszedłem na północ gdzie ścieżka zanikała i zaczynały się mokradła. Trzeba było się cofnąć i zejść na zachód – na drogę. Kolejne 5 minut w plecy…

Droga leśna na północ. Wychodzę na jakąś większą drogę – tam znowu w oddali widzę rzeczonego napieracza ale gdy przystaje żeby obadać mapę doganiam go i przecinką na północ idziemy już razem. PK6 szybko i bezboleśnie. Nadal jestem na dziewiątej pozycji. Droga na zachód okazuje się niestety zastawiona płotami. Z relacji (przeczytanych już po rajdzie) dowiedziałem się, że było to pastwisko dla owiec :P – nie sprawdzałem. Płoty powyżej pewnej wysokości zostawiam w spokoju ;) Postanowiłem ten temat obejść od południa co okazało się bardzo czasochłonne ale przypuszczam, że po skosie nie byłoby wcale szybciej. Po kilkunastu minutach osiągam asfalt i tam znowu jestem z powrotem na swoim zielonym śladzie.

Dalszy plan zakłada krótki odcinek szosy, wskoczenie na tory, azymut polem i dojście lasem do PK. Prawie wszystko udaje się jak należy. Po drodze przy wejściu na tory mylą mi się nieco kierunki i zaliczam krótki acz niezwykle wilgotny epizod na łące pod Gościęcinem. Po zejściu z torów jakieś dwa kilometry dalej, jest równie mokro ale myśl o nowych butkach czekających w bazie dodaje otuchy. Punkt odnajduje się bez problemu. Doganiam na nim kolejnego zawodnika. Miejsce bez zmian. Jeszcze nie ma nawet połowy dystansu a uczucie lekkości ogarnia mnie od stóp do głowy. Myślę tylko o tym żeby jak najszybciej dojść do bazy. Zmienię buty, zostawię trochę gratów (bo np. plecak i latarka na drugą pętlę nie idzie) – od teraz będzie już jasno... piękna sprawa! Na samym odejściu z PK7 zaliczam dwa płoty i plantację choinek tak gęstą, że można po nich niemal chodzić jak po jednolitej breji. Dalej przepust, mostek, wyjście na otwarty teren i fantastyczny poranek po deszczowej nocy. Zgubić się tutaj już praktycznie się nie da. W myślach przeliczam czas pierwszej pętli, szacuję godzinę ukończenia rajdu przy takiej prędkości, myślę co dokładnie mam zrobić w bazie …zastanawiam się – Kurde, gdyby ktoś mi wczoraj powiedział, że na PK8 będę szedł ósmy to chyba bym nie uwierzył! Naprawdę jest pozytywnie – oby tak dalej a będzie dobrze!

Epizod 5 – szesnaście minut
Chyba bardzo wziąłem sobie do serca jeden z artykułów na napieraj.pl „Przepak – ukryta dyscyplina” czy coś w tym stylu. Faktycznie nie ma co się ociągać – 15 minut powinno mi wystarczyć. Czas płynie nieubłaganie. Do szatni wpadam zaraz po wejściu do szkoły. Mam już mapę drugiej pętli i dokładnie wiem co i jak zrobić. Rozkładam się na podłodze, zaczynam oglądać mapę. W międzyczasie: buty, drożdżówka… maluję wariant drugiej pętli. Kiedy to jest już gotowe wrzucam niepotrzebne graty do plecaka, oddaję go do szatni, biorę mapę w dłoń i w drogę. Szybkie spojrzenie na zegarek – 16minut. – Kurde, chyba za bardzo się grzebałem! Wychodzę ze szkoły. Jest już zupełnie widno. Na placu panuje atmosfera nerwowych przygotowań do startu TR – zdaje się, że zaczynają za jakieś pół godzinki.

Epizod 6 – pościg
Z pasem biegowym idzie się zupełnie inaczej niż z plecakiem! Prawie jakbym nic ze sobą nie zabrał :) Miałem obawy przed startem czy to się uda ale z obliczeń wynika, że prowiantu starczy a zapas 800ml płynów mam zamiar uzupełnić gdzieś po drodze – zobaczymy. Do PK9 bez fajerwerków – cały czas prosto. Na punkcie okazuje się, że jestem piąty! To już jest dla mnie prawdziwy szok. Co prawda brałem pod uwagę, że na poprzedniej pętli mogli być przede mną jeszcze zawodnicy z TM ale piąte miejsce to zupełny kosmos. Głównym celem jest teraz nie myśleć o tym i starać się iść jak do tej pory – szybko i w miarę bez błędów.
Na dziesiątkę zielony ślad pokazuje, że trzeba będzie zejść ze stoku na azymut lasem. Udaje się bez problemu. Dalsza droga niestety już nie wygląda tak dobrze. Z każdym metrem zaczęła coraz bardziej przypominać ścieżkę żeby w końcu całkowicie zaniknąć. Wielokrotnie już widziałem takie znikające leśne dukty czy przecinki więc postanowiłem dalej pchać się w tym samym kierunku przez krzaczory. Trochę to trwało ale w końcu wydrapałem się na poprzeczną drogę, którą zidentyfikowałem na mapie i ruszyłem dalej. W bezpośredniej bliskości punktu (<500m) teren znowu zaczął odbiegać wyglądem od mapy i sprawa wymagała głębszego zastanowienia się. Po namyśle postanowiłem iść skrajem wzgórza, które na mapie było i poruszać się w kierunku punktu ignorując drożnię. Taktyka okazała się słuszna – PK10 znalazł się sam.
Krótka rozmowa z dziewczętami na punkcie wprawiła mnie w ogromne zdziwienie. Najpierw dowiedziałem się, że jestem trzeci żeby za chwilę usłyszeć, że strata do poprzedniego wynosi jedynie 4minuty! …a na dodatek prowadzi para zawodników więc w praktyce do prowadzącego też mam tylko 4minuty straty! - Jeśli się zatem pośpieszę to na jakiejś długiej prostej będę mógł nawiązać już kontakt wzrokowy z czołówką. - Ruszyłem dalej z postanowieniem, że od tej pory zaczynam solidnie podbiegać. Droga na PK11 wiodła przez większość odcinka po sporym dukcie leśnym więc podbieganie udawało się bez problemów. W Łówczu Górnym zdarzyła mi się ciekawa sytuacja. Kiedy podchodziłem już do pierwszych zabudowań z zamyślenia wyrwał mnie dzik, który przebiegł przez drogę kilkanaście metrów przede mną. Nie było by w tym nic nadzwyczajnego gdyby nie fakt, że zatrzymał się po drugiej stronie w rzadkich krzakach i bezczelnie zaczął gapić się w moją stronę. Staję zupełnie zdziwiony i zastanawiam się o co mu chodzi… - No dobra, nie ma co stać. Idę! – myślę sobie – jak podejdę to zacznie spylać. – Więc ruszam dalej ale dzik ani drgnie. Przeszedłem obok niego, obracam się a ten cwaniak” „Hrum, hrum” i zaczyna iść za mną. Najpierw powoli, potem szybciej drepta za mną cały czas… Już był dosłownie jakieś 1,5m ode mnie kiedy z podwórka odezwało się głośne szczekanie. Dzik spękał, odwrócił się i dał dyla a ja z podwyższonym ciśnieniem mogłem kontynuować marsz.
Do PK 11 dochodzę bez większych problemów. Co prawda jakiś gospodarz postawił sobie chatę centralnie na środku przejścia na ten punkt ale dało się to obejść bez specjalnych zabiegów (rowerzyści jechali nawet bezczelnie przez podwórko ale tam brama i płot jednak były). Na punkcie spotykam liderów wyścigu – jest ich trzech – ciekawe?! Dwójkę dobrze znam (z RDS) – Świętoszów. Oczywiście są na mojej liście :) W Stalowej Woli wykręcili taki czas, że szczena mi opadła. Zdaje się, że dopiero co tu wpadli i planują przejście na kolejny PK. Ja się nie zastanawiam – wszystko mam już na mapie.

Jednocześnie opuszczamy punkt – oni na dół a ja pod górkę, wracam się tą samą drogą na północ. Mój plan jest taki żeby dostać się do mostu na Łebie w Paraszynie i na dwunastkę zasuwać drogą prosto na wschód. Trasa dłuży się niemiłosiernie. Cały czas myślę czy nie przeoczyłem jakiejś możliwości przekroczenia rzeki na południu i tym samym bezsensownie nie nadkładam drogi. Aż do mostu wariant jest bardzo prosty. Dalej właściwie nic się nie zmienia. Co prawda trochę pod górkę ale postanawiam zbiec tędy w drodze powrotnej więc nie ma tego złego. Można się nieco zrelaksować choć myśl o tym, że właśnie się ścigam „kto pierwszy do PK12” nadal nie daje mi spokoju. Nareszcie dochodzę do skrzyżowania dróg i próbuję namierzyć przecinkę, na której powinien być PK. Teren w tym miejscu wygląda dość mocno odmiennie od tego co narysowano na mapie więc postanawiam iść czymś co trochę przypomina drogę, potem zanika ale pokrywa się mniej więcej z kierunkiem na punkt. Po drodze dopada mnie głód. Niestety, bardzo lekkomyślnie cały odcinek od mostu nic nie zjadłem i teraz są tego efekty. Dosłownie słaniam się na nogach. Przystaję, wyciągam batona i zaczynam go po woli żuć jednocześnie usiłując choć trochę maszerować. Przede mną wyrastają całkiem strome pagóry, różne myśli przelatują mi przez głowę. – Może to poranny kryzys, w końcu cała noc nie przespana?! A może przesadziłem i organizm właśnie powiedział, że już mu się nie chce? – Idę dalej, wygrzebuję się na górkę. Z tego miejsca widać całkiem spory kawałek lasu. W dolince centralnie na wprost, w odległości jakichś 100m dostrzegam namiot…

Epizod 7 – pierwszy?
– Witamy pierwszego uczestnika TP! – takimi słowami zostałem przyjęty na punkcie kontrolnym. Chyba długo będę pamiętał ten moment. Jeszcze nigdy mi się to nie zdarzyło! Na tym PK zabawiłem odrobinę dłużej bo musiałem (zgodnie z planem) uzupełnić zapas wody. Po wykonaniu tej czynności bardzo szczęśliwy i chyba nieco oszołomiony prowadzeniem, zabrałem się w drogę powrotną do mostu w Paraszynie. Naładowany pozytywną energią mogłem sobie pozwolić na przebieżkę całą drogę aż do Paraszyna. Za wioską skręciłem w prawo w las i pod górkę, prostą drogą na Jelenią Górę. Miałem pewne obawy czy trafię bo pamiętam ten punkt z H31 w Bożym Polu. Wtedy wraz z kumplem schodząc z wieży nieźle się zamotaliśmy i trochę trwało zanim odszukaliśmy dobrą drogę. Tym razem jednak poszło błyskawicznie. Po chwili jestem już na górze. Podbijam kartę – dalej prowadzę. Całą drogę ani śladu innych zawodników (nie licząc rowerowców od których aż się wszędzie zaroiło).

Z górki schodziło… a właściwie zbiegało się bardzo przyjemnie. Jedyny problem stanowiło obejście PGR na drodze do Bożego Pola. Niestety w tym miejscu mapa wprowadzała w błąd nie mniej jakoś udało się dostać do wioski. Szybkie zakupy w sklepie (zresztą planowane) i już mogę napierać dalej. Musze przyznać, że prowadzenie w takim rajdzie wcale nie jest sytuacją komfortową – w żaden sposób nie da się ocenić jaką przewagę ma się nad konkurencją. Ba, w przypadku daleko rozstawionych punktów można nawet nie zdawać sobie sprawy, że już się nie jest na prowadzeniu! Zdaje się, że ten stan nie sprzyjał specjalnie mojemu samopoczuciu ale cóż było robić. – Trzeba się cieszyć bo i tak jest lepiej niż przypuszczałem!
W stronę czternastki szedłem przez Mokry Bór. Pogoda była świetna, właśnie zbliżało się południe a słońce przygrzewało. Wydostawszy się z lasu na otwartą przestrzeń zobaczyłem przepiękny krajobraz. Od razu wydał mi się jakiś znajomy… - No tak, przecież tędy też szedłem podczas H31! Punkt znajdował się na górze, zaraz obok masztu GSM. – Nie wiedzieć czemu takie znajome widoki dodają człowiekowi otuchy – od razu lepiej się szło.

Na PK14 trafiłem bez trudu. Tam również okazało się, że jestem pierwszy. Prowadzenie na osiemdziesiątym piątym kilometrze to już nie jest byle co! Pisząc te słowa cały czas jeszcze się zastanawiam czy to ta myśl - coraz bardziej realna wizja zwycięstwa w Harpaganie nie spowodowała albo przynajmniej nie przyczyniła się do tego co miało się wydarzyć już za kilkadziesiąt minut…

Epizod 8 – feralny PK
Droga ze Strzebielina w kierunku PK15 zaczyna być dziwna już po kilkunastu minutach od opuszczenia PK14. Początkowo stwierdzam niby niegroźne niezgodności mapy z terenem. Potem coraz większe. Aż w końcu tracę już orientację, w którym dokładnie miejscu jestem. Postanawiam, że będę szedł tak długo aż dojdę do asfaltu i tam dopiero „się zobaczy” – a to wcale nie jest dobry pomysł. Po jakimś czasie jednak orientuję się gdzie jestem i w którym dokładnie miejscu wyjdę na szosę. Jednak to nie jest koniec problemów – prawdziwe problemy mają dopiero nastąpić.
Po przejściu przez asfalt nie mija 10minut jak teren przestaje korelować z mapą w stopniu choćby podstawowym. Droga, którą szedłem jest wyraźnie inna niż ta na mapie ale postanawiam jednak spróbować iść nią dalej i zobaczyć co z tego wyniknie… To co dzieje się później to już prawdziwy dramat: chodzę na azymut, namierzam się ponownie, gubię zupełnie swoją pozycję, wychodzę na asfalt namierzyć się raz jeszcze… znowu się namierzam żeby w rezultacie nic nie znaleźć i tak kilka razy. Spotykam rowerzystów, którzy też szukają i postanawiam postąpić podobnie jak oni – wybieram tą samą przecinkę. W wyniku tego odnajduję słupek działowy i z mapy wynika że jestem jakieś 500m dalej niż powinienem. Zaczynam więc stamtąd znowu szukać drogi w kierunku punktu – bez rezultatu. Już po woli tracę wiarę, że może się udać… Ze wskazań na zegarku wynika, że jestem tu już od ponad półtorej godziny!!! Postanawiam kolejny raz wyjść na szosę i spróbować odnaleźć jakąś inną drogę w las, która jednak będzie zaznaczona na mapie. Udaje się zadziwiająco łatwo i po dziesięciu minutach marszu od południa PK15 nareszcie się odnajduje. Jakie jest moje zaskoczenie gdy okazuje się, że zostałem wyprzedzony jedynie przez trójkę, która spotkałem kilka godzin temu na jedenastce!

Strata do poprzedników to około 40minut – praktycznie nie do odrobienia na tak krótkim odcinku ale nie ma się co łamać, w końcu oni też mogą jeszcze zabłądzić. Z tą myślą ruszam biegiem w stronę mety. Szybko odnajduję drogę przez las wychodzącą na pole i polem zasuwam najkrótszą drogą w kierunku Łęczyc. Tu przytrafia mi się jeszcze lekka gafa orientacyjna i w rezultacie wychodzę na szosę nieco wcześniej niż planowałem – kolejne 2-3 minuty. Z Kaczkowa do mety już zgubić się nie da. Na szosie mija mnie kilku rowerzystów. Wymieniamy pozdrowienia. Cały czas pluję sobie w brodę, że mogłem tak blisko mety oddać prowadzenie ale teraz to już nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem – przyjedzie mi jeszcze zastanowić się nad tym co poszło nie tak i jak takich sytuacji uniknąć na przyszłość. Teraz najważniejsze z całych sił cisnąć do mety. Nie jestem w stanie już wykrzesać z siebie energii na nieprzerwany bieg więc podbiegam po kilkadziesiąt metrów. W oddali widać już Łęczyce. Mijam tabliczkę. Trzeba się zmusić jeszcze do ostatniego wysiłku. Postanawiam, że odtąd dobiegnę już do samej szkoły.
Przebiegam przez bramkę, zdaję kartę startową. Jestem czwarty. Trójka dżentelmenów nie oddała już prowadzenia i razem dotarła do mety dokładnie 45 min przede mną…

Epilog

Czy się cieszyć, czy smucić? Sam nie wiem. Z jednej strony wynik świetny, dużo powyżej oczekiwań. Z drugiej jednak, patrząc na ostatnie 15km wyścigu to powinienem mieć do samego siebie spore pretensje. Mogłem to przecież wygrać! Im dłużej się nad tym zastanawiam tym bardziej dochodzę do wniosku, że jest to dla mnie bardzo dobra lekcja ścigania. W końcu zawody wygrywa ten kto najszybciej pokona cały dystans, nie ważna jest lokata po 95 kilometrach – na końcówce też trzeba umieć zachować zimną krew. A zatem przyjmuję wynik z pokorą.

Na zakończenie chciałbym pogratulować zwycięzcom, którzy potrafili na samej końcówce zawalczyć i odrobić stratę czasową. Gratuluję wszystkim pozostałym, którzy ukończyli raj a po ich niewielkiej liczbie widać, że łatwo to w tej edycji wcale nie było. Gratulacje dla wszystkich innym uczestników, za to że podjęli walkę z trasą i własnymi słabościami bez względu na to ile kilometrów przeszli i ile PK zaliczyli.

Do zobaczenia na kolejnym rajdzie!
Bartek Woźniak
 
isa, dnd.rpg.info.plwotc, ogl

dnd, d&d dungeons and dragons
 
Komentarze
Prezes dnia maj 11 2008 16:35:42
No Barteczku gratulacje smiley
 
isa, dnd.rpg.info.plwotc, ogl

dnd, d&d dungeons and dragons
 
Dodaj komentarz
Zaloguj się, żeby móc dodawać komentarze.
 
isa, dnd.rpg.info.plwotc, ogl

dnd, d&d dungeons and dragons
 
Oceny
Dodawanie ocen dostępne tylko dla zalogowanych Użytkowników.

Proszę się zalogować lub zarejestrować, żeby móc dodawać oceny.

Brak ocen.
 
isa, dnd.rpg.info.plwotc, ogl

dnd, d&d dungeons and dragons
 
Bannery
Google
 

Click for Szczecin, Poland Forecast Kliknij i wspomóż biedne dzieci

 
isa, dnd.rpg.info.plwotc, ogl

dnd, d&d dungeons and dragons
 
Logowanie
Nazwa Użytkownika

Hasło



Nie jesteś jeszcze naszym Użytkownikiem?
Kilknij TUTAJ żeby się zarejestrować.

Zapomniane hasło?
Wyślemy nowe, kliknij TUTAJ.
 
isa, dnd.rpg.info.plwotc, ogl

dnd, d&d dungeons and dragons
 
Nasza oferta i kursy
Turystyczne
Sprzedaż kompasów
Organizacja imprez
Szkolenia InO
Kursy turystyczne
Pedagogiczne
 
isa, dnd.rpg.info.plwotc, ogl

dnd, d&d dungeons and dragons
 
Odznaki i książeczki - SKLEPIK TURYSTYCZNY

Sprzedaż książeczek i odznak turystyki pieszej, imprez na orientację, turystyki górskiej już od 2,80 za sztukę. Kliknij i zapoznaj się z naszą ofertą.

 
isa, dnd.rpg.info.plwotc, ogl

dnd, d&d dungeons and dragons
 
Wydarzenia
PonWtŚrCzwPiSoNie
1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30

Dzisiaj
- I Kajakowy Rajd na Orientację "DĄBSKI AZYMUT"

 
isa, dnd.rpg.info.plwotc, ogl

dnd, d&d dungeons and dragons
 
Najnowszy film


tytuł "Mała opowieść cz.1 Biwak w Czaplinku 2008".


tytuł "Kto obrazi Filipusa - ZGINIE !!". Biwak w Wolinie - 2008 rok

więcej filmów ...
 
isa, dnd.rpg.info.plwotc, ogl

dnd, d&d dungeons and dragons
 
Najnowsza galeria zdjęć

 
isa, dnd.rpg.info.plwotc, ogl

dnd, d&d dungeons and dragons
 
Ostatnio dodane
Kajakiem po Odrze - trasa początkujących, 28.08.2010 r.
Kajakiem po Odrze - trasa zawansowanych E-1, 28.08.2010 r.
Kajakiem po Odrze - trasa zawansowanych E-2, 28.08.2010 r.
Pod Prąd 2010
 
isa, dnd.rpg.info.plwotc, ogl

dnd, d&d dungeons and dragons
 
Załóż konto
Jeśli chcesz założyć konto na Allegro, zrób to wchodząc przez poniższy odnośnik. Serdecznie dziękujemy.
Allegro - największe aukcje internetowe, najniższe ceny! Kup i sprzedaj!

Koszulki ?? Czemu nie :)

 
isa, dnd.rpg.info.plwotc, ogl

dnd, d&d dungeons and dragons
 
PARTNERZY KLUBU

 
isa, dnd.rpg.info.plwotc, ogl


Copyright © 2000-2006 HKT "AKINAKES", 2002-2010 MKS "WIKING" - Szczecin,
Wykonanie strony Wiking Webdesign Team: Robert Filipski, Michał Ryczańczyk,